"Warmia znana i nieznana"

Barczewko


Kościół w BarczewkuKościół w Barczewku

   Barczewko jest dużą wsią zamieszkiwaną przez ponad 520 osób. Do wsi można dojechać od strony Olsztyna, Dobrego Miasta, Łęgajn i Barczewa. Przystanek autobusowy znajduje się naprzeciw sklepu, przy drodze do Olsztyna (N 53,850172o; E 20,588036o).

Kapliczka w pobliżu szkołyKapliczka w pobliżu szkoły

   Pierwotnie tereny te zamieszkiwali Galindowie i grodzisko w Barczewku wchodziło w skład ziemi Gunelauke. W 1325 r. wybudowano tu strażnicę biskupów warmińskich. Strażnica jak i dobrze rozwijająca sie koło niej osada, zostały zniszczone podczas litewskiego najazdu w 1354 r. Lokację miejscowości odnowił biskup Jan Stryprock w 1364 r. zakładając ok. 6 km dalej na wschód, w miejscu gdzie do Pisy wpada rzeka Kiermas – obecne Barczewo. W 1376 r. biskup Henryk Sorbom, na gruzach zniszczonej osady, lokował nową wieś na 80 włókach ziemi. Wieś zniszczona podczas wojny polsko-krzyżackiej w latach 1519–1521, została ponownie  lokowana przez biskupa Marcina Kromera w 1579 r.

Uliczka przy kościeleUliczka przy kościele

   Kościół w Barczewku ma równie burzliwą historię jak historia wsi. Pierwszy kościół powstał w drugiej połowie XIV w. Wielokrotnie był niszczony i odbudowywany. Obecny budynek kościoła zbudowano w latach 1782–1784. W 1892 r. po pożarze dobudowano transept. Wyposażenie kościoła jest barokowe. Przed kościołem stoi krzyż misyjny z 1845 r.

Nagrobek ks. J. Ziemetzkiego na cmentarzu w BarczewkuNagrobek ks. J. Ziemetzkiego
na cmentarzu w Barczewku

   Warto odwiedzić zabytkowy cmentarz w Barczewku (N 53,852198o; E 20,585783o). Wśród starych pochówków, oznaczonych niekiedy żelaznymi krzyżami z połowy XIX w., spoczywa ks. Joachim Ziemetzki, proboszcz parafii w Barczewku w latach 1938–1945.  Podczas wkraczania wojsk radzieckich do Barczewka, za radą wiernych schronił się na kolonii u gospodarza Augusta Surrey, gdzie wraz z gospodarzem i jeszcze jednym mężczyzną 26 stycznia 1945 r. został zamordowany przez radzieckich żołnierzy.

   W centrum Barczewka znajdują się cztery kapliczki: w pobliżu sklepu i OSP (N 53,849057o; E 20,589540o), przy kościele
(N 53,849716o; E 20,589265o), naprzeciw szkoły (N 53,849140o; E 20,587949o) i przy drodze do Olsztyna (N 53,850109o; E 20,587120o).

Widok z grodziska na jezioro WadągWidok z grodziska na jezioro Wadąg

   Atrakcją jest wycieczka na teren grodziska, które znajduje się na południe od wsi. Po przejściu 800 m, po lewej stronie widzimy wyniesienie, na którym znajdowało się grodzisko (N 53,841968o; E 20,592403o). Od strony zachodniej w miejscu bramy wjazdowej widoczne jest znaczne obniżenie plateau. Od północnej strony znajduje się sucha fosa, którą możemy dojść do rzeki Orzechówki, która otacza grodzisko od strony wschodniej. Powierzchnia grodziska wynosi ok 2 ha. Grodzisko szczególnie pięknie prezentuje się wiosną, gdy kwitną łany pierwiosnków, zawilców i przylaszczek. Grodzisko znajduje się na terenie prywatnym, toteż wejście na jego teren powinno być uzgodnione z włascicielem gruntu.


Materiały nadesłane



  Najnowsza historia Barczewka rozpoczęła się 22 stycznia 1945 roku. Skończył się wówczas nagle siedmiowiekowy porządek rzeczy, a przez wieś, tak jak przez wszystkie warmińskie i mazurskie wsie, przetoczył się dramat.

  22 stycznia po kościele, wieczorem wyszliśmy z domu całą rodziną – miałem wtedy 12 lat. Szliśmy na Gady, Tuławki, Jesionowo...tam dopiero zobaczyłem nieszczęścia. Żołnierze z lazaretów ranni, obandażowani, na kulach - ledwie się wlekli. Kobiety z dziećmi na sankach...wszyscy uciekali, byle dalej.

  Doszliśmy pod Łebę do miejscowości Nowy Wieck. Wróciliśmy w lutym 1946. Wróciło jeszcze kilka rodzin. Nasz dom był zajęty przez rodzinę osadnika. Mama ulokowała nas u cioci i mieszkaliśmy tam wszyscy, aż się wyjaśniło prawo naszej własności. Osadnik opuścił nasze obejście.

Ernest Ruch


  W tym czasie proboszczem parafii Barczewko był ksiądz Joachim Ziemetzki.

  W sobotę, 15 września 2007 roku w bazylice św. Jakuba w Olsztynie Arcybiskup Wojciech Ziemba, Metropolita Warmiński, otworzył kolejny proces beatyfikacyjny dotyczący męczenników drugiej wojny światowej – ofiar hitleryzmu i komunizmu. Chodzi o 28 księży warmińskich, jedną siostrę zakonną oraz 5 osób świeckich. Jednym spośród wymienionych jest ks. Joachim Ziemetzki, do stycznia 1945 roku proboszcz parafii pw św. Wawrzyńca i św. Katarzyny w Barczewku.

  Wspomnienia o księdzu w ostatnim roku parafii należą do tragicznych. Jego duszpasterstwo przypadło na okres rosnącego w siłę nazizmu, któremu w głębi duszy od początku był przeciwny. Mieszkańcy dzisiejszego Barczewka zapamiętali go jako dobrego i spokojnego człowieka. Był ugodowy. Ks. Joachim jako proboszcz parafii wszystkich wiernych traktował na równi. Dlatego też wyraz temu dawał podczas sprawowania liturgii. Jako jeden z nielicznych z wartemborskiego dekanatu oprócz dziekana ks. Maksymiliana Tarnowskiego, podczas nabożeństw kazania głosił najpierw w języku polskim, a potem w języku niemieckim. A to nie podobało się nie tylko miejscowym członkom NSDAP. Podobnie stawiał sprzeciw policji w zakazie odczytania listu biskupa Maksymiliana Kallera. Podobnie było w wydaniu listu pasterskiego biskupa fromborskiego skierowanego do wiernych katolickich.

  Ks. Joachim Ziemetzki urodził się 4 września 1886 roku w Gietrzwałdzie. Tam uczęszczał do szkoły. Potem terminował w aptece. Ukończył studia teologiczne w Reszlu, gdzie był jednym z najstarszych w seminarium. Święcenia kapłańskie otrzymał 25 lipca 1920 roku. Przez lata związany był z parafią w Gietrzwałdzie. Proboszczem parafii Alt- Wartenburg, w dzisiejszym Barczewku pw św  Wawrzyńca i św. Katarzyny był od 1 sierpnia 1938 roku do 26 stycznia 1945 roku.

  Pod koniec stycznia 1945 roku mieszkańcy Barczewka z niepokojem oczekiwali nadchodzącego frontu. Ci, którzy postanowili zostać, modlili się o szczęśliwe przetrwanie. Kiedy do wsi zbliżał się front, 21 stycznia 1945 roku władze niemieckie wydały rozkaz ewakuacji. Większość opuściła wieś.

  Tylko nieliczni pozostali i schronili się w domach we wsi i poza nią. Ks Joachim utrzymywał parafian w nadziei radząc skryć się w domach, czy po gospodarzach małymi grupkami. Postanowił pozostać z wiernymi i schronił się na skraju wioski w gospodarstwie Josefa Surrey, niedaleko przydrożnego krzyża. 25 stycznia, radzieckie czołgi rozpoczęły ostrzał. Wieś broniły cztery niemieckie armaty odpowiadając ogniem. Z ukrycia widział to ks Joachim. Była to chaotyczna walka. Natarcie radzieckich czołgów było na tyle skuteczne, że niemieccy żołnierze wycofali się ze wsi w kierunku Dobrego Miasta. Po zaciekłych walkach 25 stycznia po południu radzieccy żołnierze wkroczyli do wsi.

  Tragedia nastąpiła drugiego dnia, 26 stycznia 1845 roku. Podczas kolacji do domu, gdzie ukrywał się ks Joachim wtargnęło kilkunastu radzieckich żołnierzy. Przeszukali dom i zabudowania gospodarcze. Od stołu wzięli Augusta Surraya, przebywającego mężczyznę i ks Joachima Ziemetzkiego. Całą  trójkę wywlekli za dom, ustawili pod szczytową ścianą i rozstrzelali. Kiedy żołnierze oddalili się, oczom domowników ukazała się tragedia i bestialstwo. Jeszcze tego samego dnia trójkę mężczyzn pochowano w ogrodzie. Dopiero w kwietniu 1945 roku, za sprawą nowego proboszcza ks Paula Dziendzielewskiego szczątki zamordowanych, w tym ks Joachima Ziemetzkiego uroczyście zostały przeniesione na miejscowy cmentarz w Barczewku.

  Nie wiadomo, dlaczego z rąk radzieckich żołnierzy zginął ks Joachim Ziemetzki. Może dlatego, że był księdzem, a może, że był Niemcem.

  Z monografii wsi Barczewko czytamy, że 25 i 26 stycznia 1945 roku, podczas działań wojennych we wsi zginęło lub zostało zamordowanych przez radzieckich żołnierzy 19 osób. Byli to :

  Viktor Barczewski, August Brodowski, Anna Gross, Rudolf Gross, Erna Eichmann, Franz Eichmann, Johan Gollan, Anna Knoblauch, Maria Krause, Martin Krause, Maria Krause, Maria Langwald, Franz Preuss, August Surrey, Ernst Turowski, Maria Turowska, Paul Turowski, Pfarrer Joachim Ziemetzki, Hugo Welki.

Wojciech Zenderowski


  Moja mama była akuszerką. Zgłaszała i przygotowywała chrzty. Często się więc spotykała z księdzem proboszczem. Mówiła, że to był człowiek bardzo dobry.  Wspominano go jako jako bardzo otwartego do ludzi. Spotykał się z nimi, rozmawiał, żartował, grywał z ludźmi w skuta. W ostatnią niedzielę przed wejściem Sowietów wszystkich szczególnie pobłogosławił. Było to specjalne błogosławieństwo, żeby dojść do celu.

  26 stycznia ksiądz przebywał w domu Augusta Surreya. Oni dwaj razem z jednym przybyszem spod Kłajpedy wyszli do lasu sprawdzić,  czy wszystko w porządku. W lesie były zakopane szaty sakralne. W tym czasie przyszli Rosjanie i policzyli ludzi. Trzej mężczyźni wrócili do domu. Rosjanie przyszli po raz drugi. Stwierdzili, że jest trzech dorosłych mężczyzn więcej. (oni tak robili- liczyli ludzi 2 razy). Powiedzieli, że to paryzany. Kazali wyjść i zastrzelili ich za domem. Pochowano ich w ogrodzie. Księdza i Augusta Surreya w czerwcu 1945 ksiądz Dziendzielewski ekshumował na cmentarz w Barczewku. Ten „trzeci” został w ogrodzie. Nie miał tu rodziny, żeby zadbała o grób. Poza tym był Mazurem, a więc ewangelikiem, a cmentarz jest katolicki.

  Z jednego z tych ukrytych płaszczy – zielonego, jedna Mazurka uszyła sobie sukienkę. Była to, być może, żona tego przybysza. Kiedy ją włożyła – zaczęło straszyć. Oddała ją siostrze zakonnej. Krawcowa przeszyła suknię na kołnierzyki dla ministrantów. Sam w takim kołnierzyku służyłem przy ołtarzu.

Ulrich Fox


  Ksiądz Ziemetzki był normalnym proboszczem. Średniego wzrostu, nie chudy, nie gruby. Na wieś wychodził w czarnym ubraniu, czarny kapelusz, laska. Przystawał, rozmawiał z ludźmi. Czasem wychodził aż na pola. Kogo spotkał, to z nim pogadał.

  Śpiewać umiał w kościele, dobrze mówił kazania

  Pamiętam, jak zrobił się szum przez stare babcie, co miały kółko różańcowe. Nie pozwolili im modlić się po polsku. Jeszcze po wojnie starsi ludzie schodzili się przed mszą do kościoła, śpiewać godzinki po polsku.

  Jak rodzice rozmawiali ze sobą, a nie chcieli, żebyśmy wiedzieli o czym, to mówili po polsku.

  W szkole przed wojną obrywało się za polską mowę. A po wojnie za niemiecką. Nikt się w Barczewku nie wywyższał ani nie czuł gorszy z powodu języka jakim się posługiwał i nikt nikomu nie dokuczał.

  Opowiadano sobie we wsi taką anegdotkę: szedł raz proboszcz przez wieś i spotkał chłopaka. Za duży kapelusz, marynarka po starszym bracie. Trochę też był opóźniony w myśleniu. Pchał ten chłopak taczki własnej roboty tzw. kary. Ksiądz do niego: „weź mnie na kary”. „Stary, a na ary chce?”- padła zdziwiona odpowiedź

  Wszyscy moi starsi bracia - siedmiu - byli ministrantami. Tylko ja najmłodszy nie. Ksiądz powiedział  do mnie : „wszyscy twoi bracia służą do mszy, a ty nie ?” Dostałem wtedy od niego duże piękne jabłko i książeczkę do nauki ministrantury. Trochę mi ta nauka ciężko szła, bo to było po łacinie. Miałem respekt przed księdzem, był to starszy człowiek.

  Za psoty ksiądz „kręcił za uszy”-jak się ktoś nie nauczył i za wszystko inne. Starsi chłopcy podpijali wino, a składali na mnie, najmłodszego... obrywałem za nich.

  Odpusty w parafii były na św. Izydora- w maju, na św. Wawrzyńca w sierpniu i na św. Katarzyny 25 listopada. Jeden sąsiad nazywał się Langkau. Jak ufundowano w kościele dzwony- dwa- mniejszy i większy, to mówiono, że jak bije większy, to słychać : „Langkau dał, Langkau dał...” A mniejszy bije: „Za mało dał, za mało dał....”.

Ernest Ruch


  Tego Langkaua pamiętam z Gadów. On pochodził z Barczewka.

  Gdzie mieszkał Teschner, to tam byli przedtem Surreye i  stamtąd pochodziła moja babcia. U Braunów po wojnie była olejarnia. Nielegalna, zrobiona z części od czołgów. Pierwszy raz tam zobaczyłem, jak się robi olej z rzepaku.

Ernest Ruch


Obyczaje warmińskie w Barczewku tak zapamiętał p. Ernest Ruch:

Przed Wigilią chodzili słudzy. Szemlem był najsilniejszy- musiał w stroju szemla przez stołek przeskoczyć. Byli jeszcze: ten co jeździł na szemlu, grajek (grał , na czym miał; ja raz byłem grajkiem, miałem organki), baba żebraczka, kominiarz. Straszyli dzieci, skakali, wygłupiali się. Jak było błoto, to ludzie nie wpuszczali, bo przed Wigilią mieli posprzątane.

Na Trzech Króli chodzili „po rogolach” trzej królowie. Był grosz, ciasto, smakołyki. Dzielili się tym od razu, a czego nie zjedli, to zanosili jakiej samotnej biednej osobie i ona miała z tego święta!

Na św. Szczepana obowiązkowo podawano gotowany groch. Na pamiątkę jego ukamienowania.

Na Nowy Rok koniecznie musiała być breja (muza). Taka była tradycja.  Z żytniego śrutu- takiej grubości, jaką kto miał. Gotowana do takiej twardości że „kaczki mogły po niej przejść”. Soliło się ją do smaku. Przelewało do misy i robiło w środku wgłębienie. We wgłębienie wlewało się roztopione skrzeczki. Cała rodzina siadała do tej misy i były zawody- kto pierwszy dojdzie do skwarek. Nie można było oszukiwać i zaczynać od środka.

Po smaganiu chodzono w drugi dzień Wielkanocy. Odwiedzały się rodziny i smagano się brzózkami. Jak były panny, to jałowcem.

Dyngus. Wodą lano się w Wielką Środę (Kajny, Barczewko)


  W zakrystii kościoła znajdują się 2 woreczki - zielony i fioletowy, do zbierania pieniędzy. Mają długie kijki, żeby łatwiej można je było podsunąć do ludzi. Było ich zapewne 4- w 4 kolorach liturgicznych. Woreczki zamocowane są na metalowych obręczach, na których znajdują się spłaszczone tacki na pieniądze. Na taką tackę kładziono pieniądz na świece, żeby kościelny zapalił je na intencję. Dla parafii ofiarę wrzucano do woreczka.

Ulrich Fox


  Parafia Barczewko posiada swoją monografię, której autorem jest były mieszkaniec Barczewka, p. Ulrich Fox, em. profesor Politechniki w Münster

  Obszerne, liczące 430 stron wydawnictwo „Kirchspiel At- Wartenburg im Ermland 1325- 1985”zostało wydane w 1989 roku w Padreborn, gdzie po wojnie osiedliła się duża grupa parafian.

  Publikacja zawiera  wiele zdjęć przed i powojennych, szkiców odręcznych przedstawiających plany wsi, statystyk i map. Wydawnictwo dostępne jest w regionalnych bibliotekach i księgozbiorach.

  Recenzja tej monografii, napisana przez prof. Janusza Jasińskiego, ukazała się w Zapiskach Historycznych Tom LVI, rok 1991, Zeszyt 1.

  W monografii parafii, a także w naszym przewodniku Warmia znana i nieznana znajduje się zdjęcie i  informacja o stojącym przy szosie krzyżu, pod którym grzebano zmarłe w czasie epidemii dzieci.

  Z przykrością stwierdzamy, że ten tak bardzo wrośnięty w tutejszą tradycję krzyż został przesunięty, a teren w pasie drogowym, porośnięty krzakami bzu, na którym stał, zniwelowany. „Komu on przeszkadzał ?”-zapytała jedna ze starszych mieszkanek parafii. My też o to pytamy.

Autorzy przewodnika


Zdjęcia nadesłane

Wnętrze kościoła Wnętrze kościoła
Widok z wieży kościelnej Widok z wieży kościelnej
XIX-wieczny dzwon na wieży kościelnej XIX-wieczny dzwon na wieży kościelnej
Nawa kościoła Nawa kościoła
Witraż w prezbiterium Witraż w prezbiterium
Witraż w prezbiterium Witraż w prezbiterium
Witraż w prezbiterium Witraż w prezbiterium
Św. Wawrzyniec - witraż w prezbiterium Św. Wawrzyniec - witraż w prezbiterium
Kamienna chrzcielnica Kamienna chrzcielnica
W drodze na grodzisko-kwitnąca tarnina W drodze na grodzisko-kwitnąca tarnina
Pierwsze wiosenne kwiaty na grodzisku Pierwsze wiosenne kwiaty na grodzisku
Widok na wieś od strony grodziska Widok na wieś od strony grodziska
Widok na kościół od strony grodziska Widok na kościół od strony grodziska
Kościół od strony południowej Kościół od strony południowej
Fragment wsi Fragment wsi
Wieś od wschodu Wieś od wschodu
Fragment wnętrza kościoła Fragment wnętrza kościoła
Fragment wnętrza kościoła Fragment wnętrza kościoła
Fragment ambony Fragment ambony
Fragment ambony Fragment ambony
Woreczki do zbierania pieniędzy- ze zbiorów zakrystii Woreczki do zbierania pieniędzy- ze zbiorów zakrystii
Stacja drogi krzyżowej Stacja drogi krzyżowej
Nagrobek księdza Joachima Ziemetziego Nagrobek księdza Joachima Ziemetziego